17.08.2014

10. CHILLOUT.

8 komentarzy:
Wr! Pisałam to w piątek, ale jestem tak inteligentna, że usunęłam ten post! Także dodaję jeszcze raz...

Nareszcie jeden dzień więcej wolnego, nawet nie wiecie jak się cieszę. Jak co roku 15 sierpnia w moim mieście, w parafii do której należę, organizowany jest odpust. Miałam ochotę się wybrać, ale nie miałam z kim. Sebastian niestety pracował, koleżanka z pracy spotkała się z chłopakiem a moja bliższa znajoma z osiedla wyjechała do rodziny. Miałam jednak pójść sama, ale naszło mnie na zrobienie ciasta, bez pieczenia, myślałam że się wyrobię, ale niestety się przeliczyłam i ostatecznie zostałam w domu. Do tego pomyślałam, że mogłabym zrobić coś dobrego na obiad, ale dlatego, że Sebastian wrócił z pracy wieczorem postanowiłam, że ugotuję coś na kolację. Nie miałam żadnego pomysłu, ale w końcu zdecydowałam się zrobić, paluszki rybne i frytki z pomidorami ze śmietaną, nie do końca pasują do reszty, ale tylko to miałam pod ręką, a mój ukochany najbardziej ze wszystkich surówek lubi właśnie tą. Podczas robienia masy do ciasta wydawało mi się, że użyłam za dużo cukru, bałam się, że to zepsuje cały efekt, ale wyszło nawet całkiem całkiem. Największą satysfakcją dla mnie była reakcja chłopaka i widok jak pochłaniał wszystko z wielkim apetytem. Czułam się spełniona.



08.08.2014

09. WŁASNE ''M''

24 komentarze:
Nareszcie, stało się! Zamieszkaliśmy razem. Wiadomo luksusów nie ma, ciasne ale własne. Nareszcie mam swobodę, nie muszę słuchać głupiej gadaniny za uchem, choć przyznam, że mimo tego, że mama zaczęła dawać mi w kość to kiedy pakowałam swoje rzeczy, trochę dziwnie się czułam. To taka wielka chwila, możemy spędzać wspólnie czas, choć w tej chwili codziennie sprzątamy. Jest super, bo wiem, że to wszystko robimy dla nas, dla naszego komfortu. W sobotę idziemy zamówić meble, kupiliśmy już sporo akcesoriów, ale wciąż ciągle czegoś brakuje, albo coś mi się przypomina, ale to chyba standard, zapisuję wszystko na kartce, ale i tak coś mi ciągle umyka. Cieszę się, że tak szybko się udało i tak lepszego mieszkania byśmy nie znaleźli. Większa część porządków jest już za nami. Nawet nie wiecie jaka radość we mnie buzuje, aż wróciły mi chęci do życia, pewnie myślicie, że to głupie gadanie dziewiętnastolatki, ale domyślcie się jak może człowieka wykończyć chora atmosfera w pracy. Ale cóż, nie ma co się nad tym roztrząsać, nareszcie osiągnęłam to o czym marzyłam.
Długo mnie tu nie było, dużo się działo, jednym słowem korzystam z pogody, ale miałam pewne problemy zdrowotne. Leżałam nawet na pogotowiu. Nie wiem do tej pory co mi było, bo nasza polska służba zdrowia, nie była w stanie tego określić. Nie zdecydowałabym się na wizytę w szpitalu w środku nocy, ale dostałam wysokiej gorączki i drgawek połączonych z silnym bólem brzucha w prawym podżebrzu. Rano mnie wypuścili, dobrze się czułam, ale jak tylko zdążyłam wyjść to zrobiło się to samo, przespałam kolejny dzień. W pracy ledwo chodziłam i zostałam "wygoniona" bo w ogóle nie byłam w stanie funkcjonować, do tego pojawiły się wymioty. Całe dwa tygodnie chodziłam z uczuciem ciągnięcia i kucia w brzuchu aż w końcu przeszło. Po badaniach krwi, badaniu USG nie stwierdzono nic. Teraz czeka mnie wizyta u gastrologa, ale na nią muszę trochę poczekać. Mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku.

Dość gadania o chorobach, mam nadzieję, że będę miała czas zaglądać tu częściej. ;) 

#PSYCHO